DOMOWE ZOO

Po powrocie z pracy zostałam osaczona przez własne zwierzęta, które całymi, swoimi małymi, bądź większymi, ciałkami, okazały Wielką Miłość. Duże Zwierzę wtulało się we mnie wielkim cielskiem, dzięki czemu co chwila lądowałam tyłkiem na podłodze, Rychu domagał się wzięcia na rączki, w tym celu odstawiając najdziksze, małpie popisy a Dyziulo wystawiał pyszczek przez kratki i ściskał łapuniami pręciki, co - jak na niego - jest przejawem wręcz rozbuchanej potrzeby kontaktu. Bardzo żałowałam, ze nie mam 3 par rąk, żeby cale to towarzystwo jednocześnie ogarnąć. Ostatecznie wymiziałam psa, który zaraz potem popękł z dumy, ze to on był pierwszy, następnie wyjęłam tańcującego Ryszarda i pozwoliłam pobiegać po dywanie, na co Rychu od razu zarąbał Dyziakowi z klatki jego papierowe ręczniczki. Dyziek się zburbonił i również zażądał natychmiastowego wypuszczenia z klatki, bo odkąd obudził w sobie odkrywcę, spacery stały się mrocznym przedmiotem pożądania. Otworzyłam mu więc klatkę, łudząc się, że opanuję dwa chomy jednocześnie i to nie był dobry pomysł. Oj nie. Oj. Pomimo tego, ze - dla bezpieczeństwa - jeden latał po mnie a drugi po podłodze (i to ten wolniejszy). Na szczęście Dionizy jest jedynym chomikiem jakiego znam, który zaspokoiwszy potrzebę Przestrzeni, sam wraca do klatki. W ten oto sposób został mi tylko na rękach oszalały Ryszard, który ma w sobie w każdej minucie tyle energii, co wiewiórka z Czerwonego kapturka po wypiciu kawy, a jak już naprawdę zaczął przesadzać i przemieszczać się z prędkością "sru!", wrócił do klatki, gdzie oddał się swym nowym pasjom, na granicy życia i śmierci, czyli skokom z półki na półkę (uwierzylibyście, że chomik DZUNGARSKI będzie udawał latającą wiewiórkę i bez rozbiegu skakał 20 cm* dalej i w dół, na sąsiednią półeczkę??) oraz fascynacji grawitacją, co objawia się tym, że trzymając się pręcików na suficie i zwisając głową w dół, przemieszcza się po całej klatce, już to robiąc pirueciki, już to zwisając na 1000 wymyślnych sposobów, aż w końcu, będąc dokładnie na środku, puszcza się i leeeeci na sam dół. Nie muszę oczywiście wspominać, ze każdorazowo mam serce w gardle i migotanie przedsionków, prawda? Kuwetę ma wysypaną 7-mio centymetrową warstwą miękkich wiórów a cały środek dodatkowo wysypany górką. Niemniej jednak z narastającym niepokojem obserwuję te kaskaderskie popisy, bo on w końcu naprawdę przesadzi. Chociaż ostatnio nauczył się odwracać w locie i już nie upada jak popadnie, tylko na łapki. A im bardziej go uspokajam i tłumaczę, że tak nie wolno, tym bardziej on na dźwięk mojego głosu i swojego imienia ćwiczy tego pierdolca bardziej zapamiętale. Ech!


_____
*) 20 cm to dwie długości krępego ciała choma, które nie jest raczej przystosowane do pokonywania takich odległości skokiem. A oni obaj skaczą jak sprężynki, niekiedy wybijając się jednocześnie ze wszystkich czterech łapek i wygląda to przekomicznie. :)))

.